MIKOŁAJ MARCZYK PO SEZONIE 2019: NIE WYSTARCZY BYĆ TYLKO SZYBKIM

October 22, 2019

„Teraz moim marzeniem są starty w mistrzostwach Europy, bo czuję, że w Polsce jesteśmy mocni, a w Europie jesteśmy w stanie dostarczyć naszym partnerom odpowiednie wyniki sportowe, np. w klasyfikacji juniorskiej” – mówi Mikołaj Marczyk, rajdowy mistrz Polski w sezonie 2019.

 

Sezon 2019 był dla zespołu ŠKODA Polska Motorsport bardzo udany. Jeszcze przed finałową rundą sezonu mieliście zapewnione mistrzostwo Polski, a to robi wrażenie. Jaki to był sezon dla Ciebie?

Wygraliśmy trzy rajdy, zapewniliśmy sobie tytuł już po Rajdzie Śląska i – patrząc z boku – można pomyśleć, że przyszło nam to łatwo. Jednak nic bardziej mylnego. Konkurencja była mocna. Nawet w złotych czasach rajdów nie zdarzało się, aby na starcie regularnie stawiało się około 10 rajdówek najwyższej klasy. A tak było w tym roku. W bardzo dobrej formie byli Tomasz Kasperczyk i Damian Syty, którzy zdobyli wicemistrzostwo, i z nimi walczyliśmy w każdej rundzie do samego końca.

 

Sezon zacząłeś od zwycięstwa w 47. Rajdzie Świdnickim-Krause i na pozycji lidera klasyfikacji generalnej utrzymałeś się do końca sezonu. Dobrze czułeś się, uciekając przed rywalami?

Moja pozycja w polskich rajdach szybko się zmieniła. Przed rokiem byłem nowicjuszem w autach klasy R5. Przejechałem dosłownie kilka rajdów, a w tym sezonie od pierwszej rundy startowaliśmy z numerem jeden. Zacząłem też odpowiadać na pytania, jak czuję się w roli faworyta, jak sobie radzę z presją. Bez wątpienia łatwiej jest atakować z zaskoczenia niż przewodzić stawce.

 

Dobrze jest być liderem?

Jako zespół poradziliśmy sobie w tej sytuacji. Na początku sezonu miejsca były dobre – wygraliśmy w Świdnicy, byliśmy drudzy w Rajdzie Nadwiślańskim. Starałem się być szybki, ale nie wystrzegałem się błędów, bo chciałem stanowić poziom dla samego siebie. Od trzeciego rajdu zmieniłem strategię jazdy na taką, która pozwalała na regularne dojeżdżanie do mety, zdobywanie punktów i kontrolowanie rywalizacji. Chcieliśmy jechać tak, żeby mieć wystarczającą liczbę punktów do zdobycia tytułu. Nie warto walczyć o jak największą przewagę, zwiększając ryzyko niedojechania do mety. Rajd Rzeszowski, który był podwójnie punktowany, rozegraliśmy strategicznie. Zajęliśmy drugie miejsce, walka o zwycięstwo za wszelką cenę nie byłaby dobra. Wygraliśmy Rajd Elektrenai i Rajd Śląska. Przez cały sezon byliśmy gotowi do walki o najwyższe pozycje. Tylko w Rajdzie Polski to się nie udało, ponieważ złapaliśmy kapcia.

 

Strategiczna jazda jest bardziej wymagająca?

I tak, i nie. Rajdówką jedziemy i tak bardzo szybko. To są bardzo niewielkie korekty, czasem pojedyncze zakręty, w których mógłbym zaryzykować, a w przypadku strategicznej jazdy zachowam ostrożność, co nie oznacza, że pojadę dużo wolniej. Czasem przejedziemy dany zakręt np. 2 km/h wolniej i to już może zdecydowanie ograniczyć ryzyko.

 

Czyli zwycięstwo nie jest najważniejsze?

W pewnym sensie tak. Mam taką duszę i psychikę, że wolałbym być np. na 10. miejscu, ale w stawce 1000 zawodników, niż wygrywać z jednym czy dwoma dużo słabszymi rywalami. Staram się szukać jak największej konkurencji. Wygrana jest jednak zwieńczeniem ciężkiej pracy. W tym roku pierwsze miejsce w mistrzostwach Polski było czymś, co mnie satysfakcjonowało. Tempo było odpowiednie. Ale strategiczna jazda jest wymagająca i powoduje duże zmęczenie. W zeszłym roku po prostu się ścigałem, jechaliśmy miejscami bardzo szybko jak na tamte możliwości, nie ograniczaliśmy się, ale na innych odcinkach ze względu na brak doświadczenia traciliśmy. W tym roku, żebyśmy zostali mistrzami Polski, trzeba było ciągle myśleć w kontekście całego sezonu. Nie wystarczy być tylko szybkim. Prędkość należy połączyć z rozsądkiem i właściwą taktyką. To nam się udało.

 

Oprócz startów w mistrzostwach Polski, były też starty w mistrzostwach Europy. Czego to Cię nauczyło?

Rajd Polski wspominam bardzo dobrze, choć przez przebitą oponę nie mogliśmy walczyć do samego końca w czołówce. Ale jestem z tego startu bardzo dumny. Był to nasz trzeci rajd na szutrze, a już na odcinku kwalifikacyjnym byliśmy w czołowej trójce między aktualnym mistrzem Europy Aleksiejem Łukjaniukiem i Jarim Huttunemen, który aspiruje do WRC. Wygrałem też swój pierwszy odcinek specjalny w mistrzostwach Europy – to dla mnie duże wydarzenie. Mieliśmy bardzo dobre tempo, odpowiadające piątej lokacie w ME i drugiej pozycji wśród juniorów. To był bardzo dobry występ, tym bardziej że miałem dziewięć miesięcy przerwy w startach na szutrze, a rywale z ERC mieli już za sobą dwa szutrowe starty w tym roku.

Z kolei Rajd Barum był wielkim wyzwaniem i już przed startem zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Nasze tempo nie było imponujące, ale satysfakcjonujące. Do momentu, gdy jechaliśmy w rajdzie, do zwycięzcy Jana Kopecky’ego traciliśmy 1,35 s/km. Jeżeli udałoby nam się ten rajd skończyć w tym tempie, dałoby nam to ósme miejsce w stawce niespełna 30 aut R5, które stanęły na starcie. Do mety jednak nie dojechaliśmy. Popełniłem błąd w opisie trasy. Szczęśliwie jednak to był nasz jedyny nieukończony rajd w sezonie. Jako załoga rajdowa jesteśmy narażeni na wypadki. W końcu, jadąc czasami około 190 km/h, przejeżdżamy na centymetry od różnych przeszkód, nieraz ryzykujemy życie i zawsze coś może się wydarzyć. My w ostatnich dwóch latach mieliśmy dwa wypadki. To całkiem przyzwoita średnia.

 

Oprócz dwóch startów w ERC byłeś też na innych rundach. W jakim celu?

Na innych rundach pojawiałem się po to, by wykonać opis. Cały czas trenuję tę umiejętność, szkolę swoją wizję drogi. Chcę zapoznać się z trasami jak najlepiej. Chciałbym w przyszłym roku wystartować w mistrzostwach Europy.

I jakie są na to szanse?

Z całym zespołem naszych partnerów pracujemy, żeby to było możliwe. Nie tylko mi na tym zależy. Jest większa grupa ludzi, która we mnie wierzy, nasi partnerzy chcą kontynuować współpracę, za co jestem im wdzięczny. Poszukujemy jednak dodatkowego wsparcia, żeby wystartować w pełnym cyklu ERC.

 

Po dwóch latach w ŠKODZIE FABIA R5 czujesz już pewność za kierownicą tego auta?

Tak, ale wiem, że nie wykorzystuję tego auta w pełni. Są odcinki specjalne, w których zbliżam się do granic jego możliwości, natomiast uważam, że da się nim jeździć szybciej. Pewność jest, bezpieczeństwo i komfort też, ale wiem, że można z niego wycisnąć jeszcze więcej.

 

Większe rezerwy są w aucie czy w kierowcy?

ŠKODA FABIA R5 jest bardzo dopracowanym modelem. Teraz wyszła jej następna wersja – Evo. To jest maksimum, które da się uzyskać w aucie klasy R5 w ramach obecnych przepisów. Ja startuję tym autem drugi sezon, przejechałem nim kilkanaście rajdów, nie wiem o nim jeszcze wszystkiego. Uśredniając, szacuję, że ŠKODA FABIA R5 może jechać o sekundę szybciej na kilometrze niż tempo, które ja prezentuję w tej chwili. Mam nadzieję, że wraz ze wzrostem doświadczenia będę zbliżał się do limitów naszej rajdówki.

 

Twój pilot, Szymon Gospodarczyk, podkreśla, że jesteś nad wyraz dojrzały jak na swój wiek. Skąd się to bierze?

Do świata motorsportu wchodziłem krok po kroku, ale zawsze sam. Nikt nigdy mi nie zapewnił możliwości startów. Dzięki swojej pasji, determinacją i konsekwencji mogłem jeździć w gokartach, potem w rajdach amatorskich, a teraz w RSMP. Poza tym czuję odpowiedzialność za nasz zespół. Niewiele osób wie, że czasami jestem również organizatorem. To ja odpowiadam za wiele aktywności zespołu rajdowego ŠKODA Polska Motorsport, za wyniki sportowe, za osoby, które w nim pracują. Współpracuję z poważnymi partnerami, którzy wymagają ode mnie odpowiedniej etyki pracy. Jeśli chce się jeździć autem najwyższej klasy, trzeba zaoferować swoje mocne strony tym, którzy dają taką możliwość. Staram się osiągać dobre wyniki i profesjonalnie podchodzić do tego, co robimy. Może to sprawia, że jak na 23-latka dość poważnie podchodzę do zadań, które są mi powierzane, to jest związane także z odpowiedzialnością. Muszę taki być, bo samochód o wartości ponad miliona złotych przewożę kilka centymetrów od drzew. Gdy pojadę trochę wolniej, to przestanę być atrakcyjnym kierowcą, bo będę za wolny. A jeśli rozbiję auto, to konsekwencje finansowe są ogromne i mogą zaburzyć działanie całego projektu. Taki rodzaj dojrzałości jest konieczny.

 

Dużo mówisz o planach i celach. A jakie masz rajdowe marzenia?

Staram się, żeby marzenia były dość daleko od mojej wyciągniętej ręki, ale na tyle blisko, żeby było je widać jako cele. Nie lubię marzyć o rzeczach nierzeczywistych. Mam tak naprawdę jedno niezmienne marzenie – chciałbym jeździć w rajdach samochodowych na poziomie adekwatnym do umiejętności. A to oznacza, że w tej chwili wcale nie mam tak, że chciałbym np. być kierowcą WRC – co nie oznacza, że nie wierzę w taką możliwość. Najpierw muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mój talent i zaangażowanie pozwalają na to, by tam startować i walczyć o wysokie cele.

Teraz moim marzeniem są starty w mistrzostwach Europy, bo czuję, że w Polsce jesteśmy mocni, a w Europie jesteśmy w stanie dostarczyć naszym partnerom odpowiednie wyniki sportowe, np. w klasyfikacji juniorskiej. Do tego mógłbym się rozwijać, bo jest wielu kierowców szybszych ode mnie, od których mógłbym się uczyć, i wiele nowych dla mnie rajdów. To jest moje obecne marzenie, ale chciałbym, żeby za jakiś czas to się zmieniło – żeby mój potencjał był jeszcze wyższy.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl 

 

Źródło: https://www.skoda-motorsport.pl/mikolaj-marczyk-po-sezonie-2019-nie-wystarczy-byc-tylko-szybkim/?fbclid=IwAR1mL2ttGwzoV1c-XrvkTdHn99i6_oHHrXmn9iBJAuspp93PrOidFrqsqjU

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Archiwum
Please reload